piątek, 6 października 2017

Pieluchy Wielorazowe

To istotna rzecz, związana z wyprawką, o której chciałam napisać. Do porodu zostało mało czasu, a ja się relaksuję, spokojna, bo większość rzeczy dla dziecka już mam. Przynajmniej tych na start. Mam też pakiet pieluch wielorazowych. Co to znaczy? W praktyce znaczy to tyle, że nie będę ganiać do sklepu po pampersy.

O pieluchach wielorazowych jest już wystarczająco wiele blogów, opisujących, co to jest, z czym to się je, jakie są ich rodzaje, czym się różnią, jak je prać itp. Nie będę się więc teraz nad tym rozwodzić, jak ktoś chce do tej wiedzy dotrzeć, to dotrze. Np tutaj.

Tak w skrócie, dla przerażonych osób kompletnie niezorientowanych (z tego, co dotychczas wyczytałam):
- Nowoczesne pieluchy wielorazowe to nie tetra i ceratka, tylko eleganckie estetyczne majteczki z wkładkami na kształt podpaski z materiału. Zakłada się to jak pampers a potem się pierze. Tetry oczywiście też można w tych majteczkach używać, jeżeli się chce. 
- Tych pieluch się nie gotuje ani nie prasuje. To im tylko zaszkodzi.
- Długotrwałe moczenie w śmierdzącej wodzie to też mit. Tak można sobie w domu tylko rozpocząć hodowlę bakterii. Nie. Tak się nie robi.
- Więc co? W teorii cały problem z ich użytkowaniem, to przechowywanie w wiaderku, zeskrobanie "dwójki" i pranie w temperaturach 30-60 stopni z użyciem specjalnego odkażacza. No i suszenie, jak zwykłych ubrań. To tyle.
- Są tak ładne, że niektóre matki wpadają w szał kolekcjonerstwa i kupują dużo za dużo, "bo nowy ładny wzór się pojawił!" Słyszał ktoś o takiej miłości do pampersów?
- Mitem jest także, że tanie pieluszki chińskiej produkcji w rozmiarze uniwersalnym (takie tam z Allegro czy Aliexpress) wystarczą na cały okres użytkowania pieluch, od urodzenia do nauki korzystania z nocnika. Owszem, rozmiar uniwersalny oznacza, że łączy w sobie kilka rozmiarów, np. M-L, albo M-XL, czy S-L, ale noworodek potrzebuje osobnej, specyficznej wyprawki. Bo noworodek to rozmiar XS-S. Czyli w żargonie pieluchowym NB od "newborn".

Tak więc zdecydowałam się zaryzykować, postawiłam wszystko na jedną kartę i skompletowałam sobie pieluchową wyprawkę za kilkaset złotych. Prawdopodobnie czegoś mi jeszcze brakuje i coś będę dokupować później. Szaleństwo? Podobno i tak ma szansę wyjść taniej, niż pampersy. Ale w zasadzie na takie pieluchy ludzie nie decydują się z oszczędności, albo nie tylko dlatego. 

Rozwiewając ostatni mit: czy to jest tańsze niż pieluchy jednorazowe? I tak i nie. Ma taką szansę, ba, ma szansę być o wiele tańsze, ale to zależy tylko od nas. Przy odpowiedniej samokontroli zakupowej możemy finansowo wyjść znacząco na plus. Ale to jak ze wszystkim: na pieluchy wydamy tyle, ile chcemy i możemy wydać. No bo co, jeśli nasza ulubiona firma wypuści nową kolekcję? Ale jeśli przewidujemy pieluchowanie w ten sposób kilkorga dzieci, prawdopodobnie zaoszczędzimy fortunę, nawet przy lekkim szaleństwie kolekcjonerskim.

No to czemu chcę tego spróbować? Bo wydaję się fajne z kilku powodów. Po pierwsze jest zdrowsze. Nie odparza tak pupy, jest bardziej naturalne i bez chemii. Nie ląduje na wysypisku śmieci. Jest to bardziej tradycyjne rozwiązanie, a nie wymysł XX wieku, który niekoniecznie dobrze odbije się na zdrowiu przyszłych pokoleń. Bo daje się prztyczka w nos wielkim korporacjom i można kupić rodzimy produkt u dobrych, małych, polskich producentów. No i można na jednym zestawie obsłużyć kilkoro dzieci, jeśli mamy pieluchy odpowiednio dobrej jakości. 

Jednym słowem to pomysł na tyle dziwny i szalony, że po prostu muszę go spróbować!

A teraz już całkiem do rzeczy: co właściwie kupiłam?
Będę pisać kolejne posty, jak już zrewiduję te swoje optymistyczne założenia w praktyce. Na razie jednak poczyniłam kilka założeń i w oparciu o nie kupiłam to i owo.

Otulacze i kieszonka, rozmiar "newborn"


Za radą internetowych blogowych mądrości postanowiłam wypróbować różnych produktów różnych firm, żeby mieć porównanie i rozeznanie, co się u mnie sprawdza. Na zestaw testowy wybrałam wyprawkę noworodkową, w oparciu o swoje wnioski będę kompletować tę większą, czyli OS ("one size"). Tak na prawdę pół wyprawki OS już mam, bo tak mi się opłacało kompletować zamówienia, żeby oprócz czegoś dla noworodka wziąć przy okazji coś większego na jedną przesyłkę. 

Wyprawka noworodkowa to dodatkowe pieniądze, ale ponoć warto, bo nic tak dobrze na noworodka nie pasuje, jak ten właśnie rozmiar. Także poszalałam. Poczytałam sobie o systemach pieluch i zdecydowałam się na otulacze + tetrę i wkłady. Tetra się podobno opłaca szczególnie przy noworodku, no i jest tania. Ale tetra terze nierówna, czyli to, co w większości sklepów typu Pepco jest w sprzedaży za 2 zł jako "pieluszka tetrowa" służy do wycierania dziecku buzi, a nie na pupę. Do pupy trzeba większej gramatury materiału i wtedy to działa.

Zdecydowałam się też na pieluszki polskie. Był to jakiś taki klucz przy wyborze zakupowym.

Jednym słowem, w obrębie wyprawki noworodkowej opartej na systemie otulaczy, postanowiłam spróbować wszystkiego: 
- postawiłam na pieluchy nowe, ale kupiłam też kilka używanych z popularnego na FB bazarku, skoro tak go sobie ludzie chwalą
- chciałam wspierać te 100% polskie, ale, że to jednak kosztuje, kupiłam też "polskie chinki", żeby zaoszczędzić na kolejne zakupy u małych polskich producentów. No i żeby wiedzieć, czy te "chinki", czyli wyroby "made in China" są faktycznie gorsze od rodzimych. Mimo to, chinki kupiłam u polskiej firmy, czyli polskiego producenta sprzedającego pod polską marką, ale zlecającego produkcję w Chinach.
- kupić coś większej firmy z wyrobioną opinią i od mniejszej, nazwijmy to "szyjącej mamy" na zamówienie
- kupiłam sporo dobrej jakościowo, polskiej bawełnianej tetry w gramaturze 140, ale chciałam wypróbować też wkłady. Różne. Preferowałam naturalne, ale mam też jakieś z mikrofibrą. Mam też zastęp polecanych na forach ręczniczków z Ikei i kilka formowanek.
- zdecydowałam się (przynajmniej dla noworodka) na otulacze z PUL-u, ale kupiłam też 2 wełniane.
- niby kompletowałam otulacze, ale kupiłam też jedną kieszonkę na spróbowanie, żeby wiedzieć, co tracę ;)
- większość rzeczy kupiłam, ale spróbowałam też własnych sił w szyciu pieluch. Dla noworodka uszyłam dwie formowanki. Na rozmiar OS natomiast otulacz wełniany. Teraz już umiem je szyć, więc jak mi czegoś zabraknie, zawsze mogę doszyć.
- zaopatrzyłam się zarówno we wkładki "sucha pupa" (z polaru i coolmaxu, kupne i zrobione z kocyka) jak i bibułki jednorazowe

To formowanki. Te dwie niebieskie sama szyłam ;)

Tak więc generalnie wybrałam otulacze z PUL-u, przy wsparciu wełniaczków i zestaw wkładów i tetry różnego rodzaju i w różnych rozmiarach. W gruncie rzeczy postawiłam na nowe produkty polskie, ale testuję też jeden prefold XKKO (chyba czeski), jedną polską markę produkującą w Chinach, no i kilka rzeczy używanych, a także mój własny hand-made. Co mi to da? Czas pokaże. Z pewnością rzeczy z bazarku i te "chińskie" są tańsze. A te zrobione przeze mnie to już w ogóle rewelacja dla portfela, tyle, że jestem początkująca w temacie i coś mogłam zrobić nie tak. No i do tego produkty z Ikei, o których sama IKEA nie wie, że ludzie polecają sobie jej wyroby do używania właśnie w tym celu...

Mój zestaw startowy "newborn" to:
- 4 otulacze PUL - 2 firmy Kokosi i 2 Pupus
- 1 kieszonka Pupus z bazarku
- 2 otulacze wełniane - 1 nowy na zamówienie od Agisowo, 1 Puppi z bazarku
- wkłady bambusowe Kokosi: 2 składane "ręczniczkowe" i jeden wkład mały
- wkłady Pupus: 2 bambusowe z mikropolarkiem
- wkład Mommy Mouse z burtami
- 2 prefoldy tetrowe Katal
- 1 prefold bawełniany XKKO
- paczka ręczniczków KRÄMA, kolorowe ręczniczki HÄREN, oraz jakieś 2 NÄCKTEN z Ikei
- tetra Katal w rozmiarze 50x50 3 sztuki, 60x60 kilka sztuk i coś 60x80
- tetra "Polska tetra" ze sklepu Pupus w rozmiarze 60x80
- flanelowa pieluszka 60x60
- formowanka welurowa z 1 wkładem od Agisowo
- formowanka bambusowa Pupus
- 2 formowanki flanelowo-ręcznikowe szyte przeze mnie
- 1 formowanka - kieszonka noname z bazarku i 1 noname otrzymana w prezencie
- 2 wkładki "sucha pupa" z polarku Pupus, 1 z coolmaxu Kokosi, oraz jak na razie 7 z kocyka VITMOSSA z Ikei (reszta koca poszła na małe kocyki dziecięce)
- no i klamerka Snappi ;) Jedna, zielona.

Czy to wystarczy? Czekam na wielki beta-test ;) Zaczyna mnie przerażać, co będzie, jak Maleństwo "skasuje" wszystkie otulacze jednego dnia. Ale staram się nie wpadać w panikę i nie kupować teraz już nic. Dopiero, jeśli w praktyce się okaże, że mam za mało. Zawsze mogę też coś doszyć.


A to przegląd wkładów chłonnych. Nie robiłam zdjęć tetry, flaneli i wkładu z burtami, za to są tutaj "boostery" z wkładów rozmiaru M/S Mommy Mouse, bo zamierzam się nimi posiłkować.

Robiłam już wstępne pranie, aby pieluchy nabrały chłonności, większość jest wyprana 2 razy. Jako, że nadchodzi jesień i wilgotność powietrza jest spora, część rzeczy schła mi długo. Ale samo pranie i rozwieszanie to fajna zabawa. Zwłaszcza czystych, ładnych rzeczy :p

Zalanolinowałam też moje wełniaki. Tak, przeszłam pierwsze pranie ręczne tych pieluch i zrobiłam moją pierwszą w życiu domową kurację lanolinową. I co? Da się przeżyć. Nie taki diabeł straszny. A więc ma działać. Podobno.

W szyciu pieluch najbardziej irytuje mnie wszywanie gumek, ale to głównie dlatego, że akurat moja maszyna się przy tej czynności buntuje. Może kiedyś opanuję lepszą metodę, lub zmienię maszynę ;) Póki co jakoś to idzie. Natomiast uwielbiam nabijać napy. To świetna zabawa!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz