poniedziałek, 11 czerwca 2018

Wyjazdy z wieluszkami

Używam pieluch wielorazowych już prawie  8 miesięcy i chyba pora coś więcej o nich napisać. Część osób obawia się używać wielo na wyjazdach. A ja? Ani trochę. Opiszę moje doświadczenia.

Na razie byłam na 2 dłuższych wyjazdach z wielo (takich z nocowaniem). Raz na dwa tygodnie wraz ze zmianą miejsca pobytu (miałam do dyspozycji pralkę) i raz na weekend (bez pralki).

Co zabierałam ze sobą?
- zapas pieluch dopasowany do długości pobytu
- worki PUL, maty do przewijania, myjki
- na dłuższym wyjeździe także lanolinę, mój proszek do prania i Nappy Fresh

Za pierwszym razem jechałam do rodziny na Wielkanoc, by po paru dniach pojechać do domu rodziców. Spakowałam niemal wszystkie pieluchy, żeby mieć ilość na mój normalny cykl prania. Zabrałam też z domu pieluchy brudne w worku PUL, żeby móc je wyprać po przyjeździe. W pierwszym domu zorganizowałam sobie przewijak na stole z matą do przewijania Pupus, a pieluchy rozłożyłam na regale. W drugim domu przewijałam na łóżku, a pieluchy ułożyłam na komodzie. Prałam w tamtejszych pralkach moim proszkiem i NF, wieszałam na stojakach do suszenia prania, które tam były. Brudne pieluchy przechowywałam w workach PUL. Prałam co 2 dni i jak zapełnił się 1 worek, wieszałam drugi. Pierwszy worek szedł do prania razem z pieluchami, a drugi pusty wieszałam do zapełniania. Potem on był prany, jako ten pierwszy. Rotacjaz 2 workami całkowicie zdała egzamin. Nauczyłam się też używać chusteczek pranych wielorazowo moczonych pod kranem zamiast mojego domowego sposobu z naparem z ruzmianku. Wełniaki prałam ręcznie moim proszkiem do pieluch (już nie woziłam płynu do wełny) a nawet lanolinowałam. Lanolinę wzięłam swoją jako produkt trudno dostępny, ale płatki mydlane na miejscu naskrobałam z mydła, jakie tam było w domu.

Za drugim razem jechałam na tak krótko, że zabrałam swoje 2 worki PUL i odliczoną ilość pieluch z bardzo małym zapasem. Ze względu na charakter wyjazdu postawiłam na wygodę zmieniania i spakowałam wszystkie swoje kieszonki, sio, nawet jedno nowiutkie aio, oraz odliczoną ilość formowanek i 2 pary gatek na noc. W zapasie 2 otulacze wełniane i dosłownie kilka wkładów, których nie użyłam. Brudne pieluchy zostały w domu, wyprałam wszystko razem po powrocie. Przewijałam na moim łóżku (lub na kocu na dworze), a pieluchy trzymałam w torbie od wózka oraz plecaku, o czym niżej.

W obu przypadkach miałam oddzielnie spakowany podręczny plecak podróżny, w którym było kilka kieszonek lub sio na drogę, paczka zwilżonych chusteczek, mata do przewijania, worek PUL i zapasowe ubranko. Mata od plecaka JOISSY świetnie sprawdziła się na przewijakach na stacjach benzynowych, ponieważ idealnie pasuje do nich wymiarem. Przewijaki są wątpliwej czystości, więc wolę kłaść dziecko na mojej macie. Zdjętą pieluszkę i użyte myjki wrzucam do worka, wyciągam z plecaka nową pieluchę, po akcji wszystko wpycham w plecak i wychodzę.

Mój plecak podróżny sprawdził się także podczas przyjęcia, na którym byłam na drugim wyjeździe. A także na spacerze w lesie - jednym słowem wszędzie tam, gdzie nie ma przewijaka. Uważam, że osoby pieluchujące wielo są lepiej przygotowane do przewijania w nietypowych miejscach, ponieważ z reguły wszystkie potrzebne rzeczy mają przy sobie i nie potrzebują śmietnika. Tak więc na przyjęciu znalazłam ustronną ławeczkę w pustej sali i tam położyłam matę, dalszą procedurę już znacie - jak na stacji. Na spacerze to samo - mata rozłożona pod modrzewiem i działamy. Zużyte pieluchy bezpiecznie i nieszkodliwie przebywały sobie w worku PUL.

Na ten drugi, krótszy wyjazd udało mi się spakować kompaktowo. Użyłam prawie wszystkiego, nie skorzystałam tylko z wziętych na wszelki wypadek otulaczy, 1 tetry, prefoldu i 2 dodatkowych wkładów sio oraz 1 kieszonki. Tak na prawdę one mogłyby zostać użyte, gdyby synek siusiał więcej, lub skasował gatki dwójką. Tak się jednak nie stało. Było gorąco i sporo się pocił, siusiał mniej. Dlatego uważam, że ilość pieluch była przewidziana idealnie (6 kieszonek, 3 sio, 6 dodatkowych wkładów sio, aio, 2 prefoldy, 3 formowanki, 2 pary gatek i ta jedna zapasowa tetra).

Tak więc - nie ma się czego bać :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz