Dyskusja jest zażarta. Jedni mówią, że tak, inni z uporem maniaka twierdzą, że nie. Problem stanowi mała ilość materiału dowodowego w sprawie.
Przyjrzyjmy się faktom i niektórym spekulacjom:
- kobiety od zawsze miały okres i jakoś trzeba sobie z tym radzić.
- brak bielizny może prowadzić do infekcji, odparzeń itp.
- sztuka w średniowieczu była w dużym stopniu skodyfikowana, podlegała pewnym regułom, malarstwo i iluminacje były pełne symboli. Większość kobiet z iluminacji ma sylwetkę doskonałą, są wyobrażeniem ideału, a nie stanu faktycznego. Nawet tak prozaiczna rzecz jak barwa, kolor stroju przedstawianej postaci może mieć znaczenie symboliczne. Kobiet raczej nie wypadało przedstawiać nago. Ludzie niekoniecznie żyli cnotliwie, ale ogromna część zachowanych manuskryptów to modlitewniki, brewiarze, wydania Biblii. Tam tym bardziej nie wypadało nagości pokazywać. Więc jak przedstawić kobietę w majtkach?
- kobiety przedstawiane w sztuce w bieliźnie noszą giezło. Pod giezłem siłą rzeczy nie widać majtek.
- dzieła niektórych artystów sprawiają wrażenie, jakby ich autor nigdy nie widział kobiety na oczy, przynajmniej nagiej. Znajomość anatomii nawet u niektórych artystów renesansowych pozostawia sporo do życzenia. Jeśli mnich kopiujący księgę nie widział rozebranej kobiety, tym bardziej nie mógł mieć pojęcia o tym, że nosiła majtki.
- są zachowane teksty świadczące o tym, że kobiety stosowały "tkaninę menstruacyjną"
- udowodnione jest także, że niektóre królowe (np. Elżbieta I) zamawiały uszycie im majtek. Czemu nie udokumentowane są inne właścicielki podobnej odzieży? A kogo obchodzi Jadźka z Krakowa? I czy zlecałaby to krawcowi? Władczyni pewnie nie miała czasu bądź kaprysu zabierać się za to sama, w przeciwieństwie do poczciwej Jadzi.
- najczęściej w majtkach przedstawiane są prostytutki. Ciekawe dlaczego? Bo do nich malarz miał dostęp i w ich przypadku nie było żadnych moralnych przeciwwskazań, żeby je w majtkach lub bez w miejscu pracy ukazać. Namalowanie poważanej matrony w podobnym stroju mogłoby się fatalnie skończyć dla obu stron.
- kobiety ukazane w majtkach noszą majtki męskie. A może nie rozróżniano kroju? Majtki to były majtki i tyle.
- kobieta w majtkach bywa przedstawiana prześmiewczo. No tak, jest rycina z żoną bijącą męża i zakładającą jego gacie, a on przędzie. No tak. Nie da się zaprzeczyć, jednak i satyra miewa swój specyficzny kontekst, nie musi być wyrocznią. A co z wyśmiewaniem przez kaznodziejów wymyślnych nakryć głowy kobiet (wieku nie pomnę w tej chwili)? Nosiły je tym bardziej!
- i wreszcie koronny argument: jeśli kobiety nosiły majtki, to gdzie zachowane przykłady? No cóż, może bielizna tego typu się szybciej zużywała? A zresztą, znaleziono bieliznę z 1440 roku na zamku w Lengberg. I co zakrzyknęli badacze? Że to majtki męskie. A jakże! Skoro badania idą tym torem, to przykładów majtek damskich prędko nie znajdziemy.
A propos majtek z Lengberg, polecam artykuł.
Dla własnego użytku rozstrzygnęłam kwestię damskiej bielizny następująco: Potrzebuję mieć jakieś majtki na imprezach typu Grunwald. Bez nich czuję się źle. Nie po to tam jadę, żeby mi coś ciekło po nogach i żeby się rozchorować. Dlatego, żeby nie nosić współczesnych majtek, tylko mieć "historyczny" element stroju, uszyłam sobie replikę majtek z Lengberg.
Oto oryginał:
A poniżej moja wersja. Szyte ręcznie z 2 warstw lnu, doszywane troczki. Nie obyło się bez drobnych błędów, do poprawienia na przyszłość: materiał wycięłam przed zdekatyzowaniem. Majteczki wyszły... kuse :p Oprócz tego zanadto skupiłam się na powtórzeniu dolnej szerokości majtek. Są trochę przyszerokie w kroku, mogą się podwijać i wpijać. Poza tym... cacy :D

Bardzo fajny wpis. Będę zaglądać częściej.
OdpowiedzUsuń